Demokracja po francusku

Sytuacja we Francji nie wygląda kolorowo. Zadłużenie państwa, kryzys migracyjny, masowe protesty, miasta opanowane przez ,,żółte kamizelki’’. Media w Polsce przedstawiają obecną sytuację w dwojaki sposób: albo nie mówią o tym wcale, albo przyjmują stanowisko anty-Macron. A jak naprawdę wygląda obecna Francja, jak rząd traktuje obywateli, czy masowe protesty mogą przerodzić się w coś większego (rewolucję?)?. Odpowiedzi na te pytania umieszczam w tym artykule.

Zacznijmy od tematu ,,żółtych kamizelek” i ich protestu. Kto protestuje i przeciwko komu? Wszystkie osoby niezadowolone ze sposobu rządzenia prezydenta Macrona i premiera Edouarda Philippe’a (zarówno konserwatyści, jak i liberałowie). Szczególnie sprzeciwiają się obecnej polityce fiskalnej i migracyjnej Francji. Czarę goryczy przelały podwyżki podatków. 17 listopada Francuzi wyszli na ulicę. Rząd obiecał odłożyć w czasie podwyżki, ale to nie uspokaja manifestantów. Chcą kolejnych obniżek podatków, zmniejszenia wieku emerytalnego, wprowadzenia zakazu sprzedaży majątku narodowego. Czy ,,żółte kamizelki” protestują słusznie? Patrząc na postępowanie władzy względem obywateli i ogólną politykę państwa (czym zajmiemy się później) można stwierdzić, że tak. Jedyną rzeczą za którą trzeba skrytykować protestujących jest sposób w jaki protestują. Palenie prywatnych samochodów, dewastacja sklepów, dróg i niszczenie Łuku Triumfalnego to nie są odpowiednie środki do zrealizowania swoich postulatów. To samo powiedział w poniedziałek, 10 grudnia prezydent Emmanuel Macron, który uznał, że gniew jest ,,głęboki i usprawiedliwiony’’, jednocześnie krytykując ,,niedopuszczalną przemoc” (którą sam stosuje).

Jednym z pytań, które zadałem we wstępnie brzmi: czy protesty mogą przerodzić się w coś większego? Protesty już przekształciły się w wojnę z władzą. Policja regularnie ściera się z protestującymi. Manifestanci są bici, traktuje się ich armatkami wodnymi, gazem łzawiącym i bronią gładkolufową, areszty wypełniają się zatrzymanymi. Policja wciąż mobilizuje siły. Liczba protestujących też rośnie. Na przemoc odpowiadają przemocą. W stronę funkcjonariuszy lecą kamienie, butelki, petardy i race, na ulicach powstają barykady, a na gilotynie (symbolicznie) ścinana się makaron. Czy da się nie zobaczyć analogi z wydarzeniami z 1789 roku? Zadłużenie państwa, mieszkańcy na ulicach, żądanie zmian, gilotyna, wojsko wysłane przeciw obywatelom. Brzmi znajomo? A to tylko pierwsze dni Rewolucji Francuskiej. Teraz wszystko w rękach władz w Paryżu. To od nich zależy jak dalej potoczy się bieg dziejów.

Zostawmy teraz same ,,żółte kamizelki’’, a zajmijmy się przyczynami ich protestów. Na początek sprawdźmy stan gospodarki francuskiej. Dług równy 97% PKB, bezrobocie na poziomie 9,3%, wzrost gospodarczy na poziomie 1,7%, płaca minimalna 1498,47 € na miesiąc (co we Francji stanowi kwotę, którą można podsumować słowami: za dużo by zdechnąć, za mało by żyć) i stale podnoszone podatki. Kraj bardzo powoli podnosi się z kryzysu z 2008 r. Wskaźniki ulegają ciągłej poprawie (oprócz bezrobocia, które pozostaje stałe), ale przed Francją jeszcze bardzo długa droga, a ludzie nie mogą czekać. Obywatelom trzeba pomagać. To jest obowiązkiem władzy.

Jednym z innych zapalników była polityka migracyjna. Może władza nie odczuwa skutków ściągnięcia do Francji tysięcy uchodźców, ale zwykli obywatele jak najbardziej tak. Zamach w Nicei – Mohamed Lahouaiej Bouhlel, uchodźca z Tunezji zabił lub ranił 288 osób rozjeżdżając ich ciężarówką. Zamachy w Paryżu. W styczniu ginie lub zostaje rannych 23 osoby, w listopadzie 137 osób zabitych i ponad 300 rannych, w tym 99 ciężko. Zamachy w Carcassonne i Trèbes, Saint-Étienne-duRouvray, Saint-Quentin-Fallavier. Rannych i zabitych 29 osób. A wszystko było możliwe przez sprowadzenie rzesz imigrantów wśród których znajdowali się zamachowcy z Państwa Islamskiego. Inną sprawą są miejsca w których imigranci narzucili swoje zasady rodowitym Francuzom. Władza nie radzi sobie z nieograniczonym napływem imigrantów. Lille, Bordeaux, Strasburg, Grenoble, Rennes, Tuluza, Nantes, Calais wołają o pomoc do Paryża. W niektórych kawiarniach zabrania się mówienia po francusku! Kobiety zmusza się do noszenia burek, gwałty, kradzieże i próby zabójstw są na porządku dziennym. Muzułmańskie enklawy we francuskich miastach są wylęgarniami islamskiego radykalizmu i stanowią poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju. Panuje w nich nielegalny obrót bronią i narkotykami oraz przemoc wobec Europejczyków. Problem „zakazanych stref” jest dobrze udokumentowany, ale poprawni politycznie zwolennicy wielokulturowości stanowczo zaprzeczają ich istnieniu. Niestety jest inaczej. Francja ma ponad 750 obszarów bezprawia, gdzie nie stosuje się już prawa Republiki Francuskiej, ale prawo szariatu.

Ostatnią rzeczą nad którą chciałbym się pochylić jest postępowanie władz względem obywateli. Czy możemy o obecnym rządzie Francji jako rządzie demokratycznym? Moim zdaniem już nie. Demokratycznie wybrana władza zamieniła się w reżim, który już zebrał pierwsze ofiary. Reżim (fr. régime) to sposób sprawowania władzy przez używanie brutalnej przemocy w stosunku do społeczeństwa. Czy nie mamy z tym do czynienia we Francji? Wielokrotnie w sieci można znaleźć nagrania kiedy do protestujących strzela się z broni palnej, wiele osób zostało rannych, przynajmniej jedna nie żyje, można znaleźć informacje o utracie ręki. Setki osób siedzi w aresztach, uczniów karze się za pomaganie protestującym. Naprzeciw zwykłych obywateli wyjeżdżają wozy pancerne. W orędziu z 10 grudnia Macron krytykował ,,niedopuszczalną przemoc” (rzecz jasna tylko tą ze strony protestujących, bo przecież przemoc stosowana przez władze jest przemocą wolności, równości i braterstwa), oraz obiecał przywrócić spokój ,,wszelkimi środkami’’. Najgorsze, że dzieje się
to w kraju, którego prezydent ma czelność uczyć polski rząd jak przestrzegać zasad demokracji.

Podsumowując, uważam, że ,,żółte kamizelki” słusznie protestują. Ja też miał bym dość stałego ignorowania interesów moich i mojej ojczyzny. W interesie Francji nie leży to żałosne widowisko ślepego podążania za Niemcami w kwestii migracji i niskich płac. Jej interesem, a obowiązkiem władzy jest zapewnienie jej bezpieczeństwa, suwerenności, dobrobytu i tożsamości. ,,Żółte kamizelki” to krzyk Francuzów, którzy chcą wolności, zachowania tożsamości, godnych płac, bezpieczeństwa, zatrzymania niekontrolowanej migracji. Krzyk Francuzów, którzy odwracają się od liberalnej władzy, ponieważ chcą Francji, a nie Stanów Zjednoczonych Europy pod hegemonią Brukseli.

Autor artykułu chce pozostać anonimowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *